Tagi

, ,

Profesor Benedykt Dybowski był jedną z najciekawszych postaci w historii polskiej zoologii. Był światowej sławy przyrodnikiem i wybitnym badaczem fauny Syberii, pionierem ewolucjonizmu na ziemiach polskich, popularyzatorem nauki i wielkim autorytetem dla wielu pokoleń studentów i nie tylko. Aleuci, którym pomagał w okresie swojej zsyłki na Sybir, jeszcze za jego życia uznali go za „Białego Boga”. Był też bohaterem pierwszych starć z kreacjonistami w Polsce.

Benedykt Dybowski powrócił z zesłania w 1884 roku. Z przyczyn politycznych nie mógł objąć katedry na Uniwersytecie Warszawskim – była to strefa wpływów carskiej Rosji. Przyjął natomiast stanowisko profesora zoologii na Uniwersytecie Lwowskim – wówczas Lwów znajdował się w zaborze austriackim. Lwów, który zastał Dybowski, był nastawiony raczej negatywnie do, wtedy bardzo przecież młodej, idei ewolucji zaproponowanej przez Darwina. Dybowski natomiast, jeszcze przed zesłaniem na Sybir, dał się poznać jako wielki entuzjasta tej teorii; był jednym z pierwszych (o ile nie pierwszym w ogóle) naukowcem, wykładającym tą teorię poza granicami Anglii. W czasie pracy w warszawskiej Szkole Głównej, wykładał ewolucjonizm w latach 1862-63. Jednocześnie elity lwowskiej uczelni nastawione były do ewolucji wrogo. Dotyczyło to zwłaszcza duchownych-profesorów z Wydziału Teologicznego. Swoich antypatii do teorii Darwina nie ukrywali też przedstawiciele sfer konserwatywno-inteligenckich a nawet rząd Galicji.

Dybowski szybko zyskał sobie wielki szacunek studentów: wykładał z wielką pasją i żarliwością. Był wielkim entuzjastą Darwina i Haeckel’a i tymże entuzjazmem zarażał słuchaczy. Poza wykładami kursowymi, wierny koncepcji pracy u podstaw, prowadził otwarte wykłady dla szerokiej publiczności, które szybko zyskały sobie dużą popularność we Lwowie. Drugą stroną owej popularności był coraz to bardziej negatywny i wręcz wrogi stosunek konserwatystów do Dybowskiego.

Popularność wykładów Dybowskiego, skłoniła ówczesnego rektora Uniwersytetu, prof. Rittera, do zaproszenia go do wygłoszenia wykładu inaugurującego rok akademicki 1885/86. Dybowski propozycję przyjął i 1 X 1885 roku wygłosił, wobec licznie zebranych studentów, profesorów, duchowieństwa (z trzema arcybiskupami na czele!), władz wojskowych i cywilnych (austriackich) oraz przedstawicieli władz autonomicznych wykład pod tytułem „Rzut oka na historyczny rozwój zoologii”. Wszystko szło dobrze, do momentu, w którym Dybowski nie postanowił skrytykować koncepcji celowości w przyrodzie dodatkowo wychwalając „genialny umysł Ernesta Haeckla” – umysł genialny, lecz znienawidzony przez duchowieństwo. To rozzłościło część oficjeli. Chwilę później, prelegent podkreślił swoje stanowisko wobec wspomnianej kwestii celowości w przyrodzie, wykrzykując „precz z teleologią.” Prawdopodobnie zostało to przez część słuchaczy zrozumiane jako „precz z teologią”. Na to hasło, trzej arcybiskupi, profesorowie Wydziału Teologicznego i namiestnik oraz generalicja ostentacyjnie opuścili aulę, dając wyraz swojego potępienia nie tylko dla Darwina i jego dzieła, ale przede wszystkim dla profesora Dybowskiego. Ten ostatni zaś niewzruszenie kontynuował wykład, żegnając wychodzących słowami:

Aby móc w pełni zrozumieć całą doniosłość uczucia wdzięczności naturalisty (dla Darwina i Haeckla), trzeba umieć wznieść się w świecie nauki do stanowiska […] obserwatora, patrzącego spoza sfery ziemskiej na zjawiska na niej się odbywające. Wybiec trzeba ponad poziom drobnych, egoistycznej natury spraw życia codziennego, aby także zwalczać uczucie fanatyzmu, nietolerancji, ambicji i próżności; poznać w sobie i pokonać obłudę […], a jedną jedyną prawdę mając na celu, sumienną obserwacją i logicznem myśleniem szukać do niej drogi […], co Kopernik, Kepler, Newton zdziałali dla postępu nauk doświadczalnych, tego dokonał Darwin wraz z współpracownikami swymi dla biologii.

We Lwowie wybuchł skandal. Środowiska postępowe broniły i chwaliły profesora Dybowskiego, podczas gdy konserwatyści, z duchowieństwem na czele, atakowali go na wszelkie możliwe sposoby. W prasie ukazywały się liczne artykuły, tak krytyczne jak i pochwalające wystąpienie profesora. Część z nich była podpisana, większość (zwłaszcza krytycznych) pozostawała anonimowa. Sytuacja stawała się coraz to bardziej napięta a jej echa zataczały coraz szersze kręgi. O „aferze lwowskiej” pisano w między innymi Krakowie i Warszawie. Była nawet głośno komentowana we Wiedniu. Doszło do tego, że rektor Uniwersytetu otrzymał pismo z Ministerstwa Wyznań i Oświaty (ciekawe połączenie, nawiasem mówiąc), w którym minister Gautsch zażądał od prof. Rittera zakazania Dybowskiemu nauczania darwinizmu, jako teorii rewolucyjnej i niezgodnej z przyjętymi w nauce poglądami (sic!). Co więcej, wystąpienie Dybowskiego minister określił jako „nielicujące ze stanowiskiem profesora i charakterem uroczystości uniwersyteckiej”.

Co na to sam Benedykt Dybowski? Oczywiście, odmówił rezygnacji z nauczania darwinizmu, uznając, że jako profesor uniwersytetu ma obowiązek prowadzić wykłady na poziomie wiedzy współczesnej i teorię Darwina musi omawiać na swoich wykładach. Co więcej, poprosił rektora, aby ten zakomunikował ministerstwu, że Dybowski jako darwinista dalej będzie prowadził wykłady obejmujące również teorię ewolucji, ale jeśli dalej będzie się na niego naciskać, aby zmienił treść wykładów, to prędzej zrezygnuje z profesury i wróci na Kamczatkę, gdzie będzie miał nieskrępowaną wolność w szerzeniu kultury i postępu.

Dybowski był zbyt znanym w świecie naukowcem, aby minister ryzykował skandal, jakim byłoby jego ustąpienie w takich okolicznościach z katedry i ostatecznie sprawa na tym poziomie przycichła. Paradoksalnie, pomogło to w szerzeniu idei ewolucji, gdyż po wygranym przez Dybowskiego incydencie z ministerstwem, które było przecież „jednostką wrogiego zaborcy”, ugruntował on i tak swoją mocną pozycję Polaka-patrioty. A że poszło o ewolucję, to przynajmniej część osób zaczęła na tą teorię patrzeć nieco przychylniej.

Przez następne dwie dekady profesor Dybowski z wielką pasją popularyzował ideę Darwina wśród młodzieży. Opublikował w tym czasie dziesiątki artykułów poświęconych temu zagadnieniu i prowadził cieszące się ogromnym zainteresowaniem wykłady.

Drugie starcie o ewolucję miało miejsce w 1899 roku. Dybowski nie był już wówczas sam na placu boju. Wraz z nim, od kilku lat o ewolucji wykładał też jego uczeń, prof. Józef Nusbaum (późniejszy tłumacz „O Powstawaniu Gatunków”). Kościelni oficjele zarzucali Dybowskiemu i Nusbaumowi szerzenie bezbożności, obrazę religii katolickiej i osłabianie pobożności młodzieży. Wtórowali im profesor gimnazjalny Antoni Jaworowski i odsuniety od habilitacji na Uniwersytecie Jagielloński, szukający zemsty na domniemanych opozycjonistach, profesor Bronisław Błocki, adiunkt botaniki Wyższej Szkoły Lasowej.

Tym razem w obronę swoich profesorów wzięli studenci (znacznie bardziej zaangażowani w życie uczelni niż ich dzisiejsi odpowiednicy…). Na wykład profesora Nusbauma przybyło kilkuset (!) studentów, witając go długą owacją, a delegaci z kilku kół naukowych wyrazili podziękowania za zaznajamianie ich z najnowszymi osiągnięciami nauk biologicznych oraz potępili wszelki próby cenzurowania tejże wiedzy. Kilka dni później w podobny sposób uhonorowali profesora Dybowskiego. A jednemu z inicjatorów (prof. Błockiemu) napaści na Lwowskich ewolucjonistów odpisali w liście otwartym tak:

Z powodu tego artykułu zebrało się wczoraj Akademickie Koło Przyrodników na posiedzeniu, na którym powzięło szereg uchwał, protestujących przeciwko twierdzeniom prof. Błockiego […] W zasadzie młodzież akademicka uważa za niestosowne nawet odpowiadać na artykuł prof. Błockiego, natomiast słuchacze nauk przyrodniczych, zebrani na posiedzeniu Akademickiego Kółka Przyrodników […] powzięli jednomyślną uchwałę wyrazić mu serdeczną gratulację z powodu, że mu się wreszcie nadarzyła sposobność uwiecznienia swych idiotycznych elokubracji, a zarazem wyrażają radość, że przyrodnicy, jak profesor-adiunkt Błocki są odosobnieni, co zresztą W-ny pan profesor-adiunkt w swoim artykule sam zaznaczył. Uchwała ta została prof. Błockiemu zakomunikowana w liście, podpisanym przez zarząd Kółka.

Tak namiętnych i gorących dyskusji i sporów wokół teorii ewolucji nie było w żadnym innym polskim mieście. Decydująca walka o akceptację teorii Darwina na ziemiach polskich rozegrała się właśnie we Lwowie, a jej głównymi bohaterami byli profesorowie Benedykt Dybowski oraz Józef Nusbaum-Hilarowicz.

Tu poruszyłem bardzo ogólnie tylko jeden fragment z bardzo bogatej biografii profesora Benedykta Dybowskiego. O tym, jak ważną był on postacią w życiu polskiej inteligencji i jak cenionym był uczonym, niech świadczy to, że po jego śmierci na ręce wdowy, wśród listów i depesz kondolencyjnych, trafił również telegram od marszałka Józefa Piłsudskiego.

Cytaty i większość informacji pochodzą z prac Gabiela Brzęka:
Benedykt Dybowski i Józef Nusbaum-Hilarowicz jako pionierzy darwinowskiego ewolucjonizmu w Polsce. Przegląd Zoologiczny 26: 19-35 (1982)
Benedyk Dybowski. Życie i dzieło. Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wydawnictwo Biblioteka Zaesłańca, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”. Warszawa-Wrocław, 1994.

Reklamy