W ostatnim czasie krajowi kreacjoniści wydają się wkraczać na nowy poziom rozwoju. Nie ograniczają się już tylko do tłumaczenia czy streszczania najbardziej prymitywnych w swojej argumentacji książek i artykułów swoich kolegów po fachu zza Atlantyku. Zaczęli sięgać również po wydawnictwa z tak zwanej wyższej półki (oczywiście, owa wyższa półka dotyczy wydawnictw kreacjonistycznych) i mozolnie przekładać je na język zrozumiały dla większej części nadwiślańskiej populacji, z różnym zresztą skutkiem. Wreszcie, zaczęli też sami pisać i wydawać swoje dzieła, w zamyśle autorów, ostatecznie dewastujące ostatnie bastiony ewolucjonistów.

Jedną z takich wydawniczych nowości jest zachwalana przez różne kreacjonistyczne portale czy blogi (np. tu, tu czy tu) książka pana Aleksandra Barańskiego pt. „Czy istniały dinozaury? Czyli kreacjonizm biblijny dla początkujących” [1]. Nie zamierzam tu zajmować się wszystkimi tezami, jakie stawia w tejże książce jej Autor. Zajmę się jednym tylko wątkiem, który, przyznaję, śmieszy mnie i zdumiewa. Śmieszy, ze względu na kompletną bezrefleksyjność Autora książki. Zdumiewa, bezrefleksyjność tych, którzy zachwalają ją, jako „jedną z lepszych książek na polskim rynku”. Do rzeczy. Ujął mnie jeden, szczególny baramin, proponowany przez Autora książki.

Dla tych, którzy nie wiedzą co to jest baramin, krótkie wyjaśnienie. Według kreacjonistów zajmujących się kreacjonistyczną systematyką (czyli baraminologią), baramin to jednostka równa pierwotnie stworzonemu rodzajowi [2]. Według kreacjonistów, przedstawiciele tego samego baraminu mogą (lub mogli w przeszłości) krzyżować się ze sobą. Dobór naturalny (sic!) pozwolił na zróżnicowanie się organizmów w obrębie owych pierwotnych rodzajów. Nie jest jednak jasne, jakie faktycznie granice mają mieć baraminy – na ten temat toczą się regularne dyskusje między baraminologami. Czasami baramin odpowiada mniej więcej klasycznemu, biologicznemu rodzajowi, czasami rzędowi, czasami rodzinie, czasami gromadzie, a czasami ograniczony jest jedynie do jednego gatunku. Dodam, że według datowań jednego kreacjonistycznych plemion, świat został stworzony circa 6000 lat temu. Oczywiście, większość z nas odczuwa pewien dyskomfort na myśl o tym, ze w ciągu owych kilku tysięcy lat nastąpiła gigantyczna, seryjna radiacja, której efektem są miliony współczesnych gatunków. Tenże dyskomfort zwiększa się jeszcze bardziej, kiedy pomyślimy o wydarzeniach sprzed około 4000 lat – wielkim potopie i heroicznym wyczynie Noego & co. którzy zapakowali na Arkę po parze z każdego baraminu. Czyli de facto, ponowna, po-potopowa radiacja musiała być jeszcze gwałtowniejsza. Dodam, że Barański w swojej książce, szacuje, że Noe zabrał naArkę 600 do 700 zwierząt (czyli przedstawicieli 300 – 350 baraminów!) (str. 57). Inny kreacjonista, Jonathan Sarfati podaje podobną liczbę, tyle, że uważa iż na Arkę zabierano jedynie kręgowce lądowe, co pozwala pozbyć się problemów ze stadem chrząszczy czy ryb, które w czasie potopu świetnie sobie miały radzić [3]. Barański jednak najwyraźniej nie zamierza podążać tropem Sarfatiego i z owadów nie rezygnuje.

Na stronie 39 pojawia się po raz pierwszy termin „latacze”. Jest to nazwa baraminu obejmującego „wszystkie zwierzęta latające”. Aby przypadkiem nie pozostawić wątpliwości, o jakie zwierzęta latające chodzi, Autor powtarza na str. 64, jakie to organizmy do „lataczy” należą:

„nietoperz, podobnie jak owady latające jest zakwalifikowany do >>lataczy<< czyli organizmów latających za pomocą skrzydeł.”

Zdecydowanie, baramin lataczy ujął mnie w stu procentach. Latacze rulez!!!

Do tej pory, miałem do czynienia z kreacjonistami, którzy nie byli w stanie zaakceptować wspólnego pochodzenia ptaków i dinozaurów [4]. Maciej Giertych miał problem z zaakceptowaniem możliwości wyewoluowania nietoperzy z innej grupy ssaków. Teraz natomiast dostałem baramin lataczy, który obejmuje nietoperze, ptaki, wszelkie latające owady czy pterozaury (ciekawe, czy baramin ten da się wpisać w teorię inteligentnego spadania, prawdopodobnie uzupełnienie teorii inteligentnego projektu). O pterozaurach Barański nie wspomina w kontekście baraminu lataczy, jednak jak mniemam, skoro latały za pomocą skrzydeł, to chyba jest to również ich baramin. Problem natury systematycznej wywołują też na przykład strusie czy pingwiny. Za pomocą skrzydeł nie latają (bo wcale nie latają), więc „latacze” to raczej nie ten baramin, do którego należałoby je zaklasyfikować.

Mniejsza jednak z tym. O ile mikroewolucja wydaje się być dla kreacjonistów dopuszczalna (oficjalnie, rzecz jasna) a i dobór naturalny ma być boskim narzędziem umożliwiającym powstawanie zróżnicowania w obrębie stworzonych rodzajów, to makroewolucja jest procesem absolutnie zakazanym. Jednak ów baramin lataczy powstać miał przecież z pary zwierząt, tak więc wszystkie obecnie żyjące latacze muszą być potomkami tej właśnie pary. Jak miała wyglądać ta „mikroewolucja” (w ciągu 4000 lat!) w wyniku której z jednej pary zwierząt powstały muchy, chrząszcze, ważki, komary, motyle, ptaki, nietoperze czy pterozaury? Jak wyglądał ich przodek? Przecież sugestia, że ptaki, ssaki i owady mają wspólnego przodka wywołuje u kreacjonistów więcej niż sprzeciw – tu jednak jest serwowana, najwyraźniej bez żadnej głębszej refleksji. Jest nawet gorzej! Na stronie 38. Autor informuje, że dobór naturalny nowych cech wytworzyć nie jest zdolny. Jak rozumiem, według Barańskiego jakiekolwiek cechy można jedynie tracić, tak jak np. węże utraciły kończyny.

Można zatem pokusić się o rekonstrukcję takiego przodka lataczy. Musi przecież mieć komplet wszelakich narządów i struktur charakterystycznych dla owadów i kręgowców, z których część będzie mógł utracić wybierając owadzią, ptasią czy nietoperzową ścieżkę „mikroewolucji wewnątrz stworzonego rodzaju”. Tak więc należy przyjąć, że miał szkielet wewnętrzny – jak ptaki czy nietoperze, ale również pokrywał go chitynowy pancerz (typowe dla stawonogów). Poza czterema kończynami (z czego jedna para to skrzydła) miał jeszcze trzy pary odnóży, jak typowa mucha i dwie pary żyłkowanych skrzydeł. Na głowie oczy, takie jak nasze, a obok złożone, jak u owadów. Do tego czułki. Obok żuchwy żuwaczki. Wyposażony był w płuca i typowe owadzie tchawki. Ciekawe też, czy według Barańskiego te pierwsze latacze składały jaja czy może rodziły żywe młode? I tak dalej. Obcy i Predator razem wzięci chowają się przy tym stworzeniu. Czy Autor naprawdę ani raz nie zastanowił się krytycznie nad logicznymi konsekwencjami swoich rewelacji?

W tej książce zresztą roi się od podobnych, wzajemnie sprzecznych i nielogicznych tez. Autorowi, ani szeregowi prominentnych propagatorów kreacjonizmu to jednak nie przeszkadza. Grunt, że na co najmniej co drugiej stronie można znaleźć solenne zapewnienie, że ewolucja się sypie i jest całkowicie sprzeczna z obserwowanymi faktami.

Podsumowując: szkoda drzew, które wycięto aby wyprodukować papier, na którym wydrukowano to „dzieło”.

[1] Barański A. 2010: Czy Istniały Dinozaury? Czyli Kreacjonizm Biblijny Dla Początkujących. Aleksander Barański Publishing House

[2] Lightner J. K., Hennigan T., Purdom G., Hodge B. 2011: Determining the Ark Kinds. Answers Research Journal 4(2011): 195-201.

[3] Sarfati J. 1997: How did all the animals fit on Noah’s Ark? Creation Ex Nihilo, 19(2): 16-19.

[4] Pajewski M. 1992: Stworzenie czy Ewolucja? Wydawnictwo Duch Czasów.

Reklamy