Węże u większości ludzi nie cieszą się szczególną sympatią. Raczej wręcz przeciwnie – najczęstszą reakcją jest strach i utożsamianie każdego beznogiego gada (włącznie z padalcem – beznogą jaszczurką) z wielkim niebezpieczeństwem. W rzeczywistości, jedynie jeden gatunek krajowego węża może stanowić zagrożenie dla zdrowia człowieka. Jest to żmija zygzakowata (Vipera berus)

 Żmija, według powszechnej opinii jest wężem podstępnym, złośliwym, agresywnym i niezwykle zawziętym. Dodatkowo, można się spotkać z nieco bardziej wyszukanymi opiniami na temat tego węża (a które spokojnie między bajki można włożyć). Na przykład, jeden z moich studentów przytoczył kiedyś na zajęciach lokalne podanie (jako przykład swoistego kuriozum), jakoby żmiję po zabiciu należało porąbać na kawałki i każdą z części zakopać w innym miejscu, gdyż gadzina ta ma w zwyczaju wstawać z umarłych w czasie pełni księżyca; porąbana na kawałki tą możliwość traci. Spotkałem się też z ostrzeżeniami przed jej plugawym wzrokiem (w miejscach, na które spojrzy mają wyskakiwać paskudne brodawki). Ponadto wąż ten ma charakteryzować się zdolnością do hipnotyzowania swoich ofiar.

Owszem, żmija potrafi ukąsić, ale robi to tylko w dwóch sytuacjach. Kąsa aby zdobyć pokarm (my lokujemy się daleko poza spektrum pokarmowym największej nawet żmii), albo broniąc się przed napastnikiem (i to jest często nasza główna rola w spotkaniu ze żmiją). Żmija nie kąsa z powodu wrodzonej złośliwości, choćby dla tego, że jej się to nie opłaca. Wytworzenie jadu jest procesem kosztownym fizjologicznie. Ukąszenie (i zabicie w ten sposób) np. myszy przynosi zysk w postaci posiłku, który pozwala pokryć koszty jakie wąż ponosi na wytworzenie porcji jadu. Dziabnięcie stworzenia większego niż możliwe do połknięcia jest stratą – energia zużyta na wytworzenie jadu już nie przyniesie zysku w postaci posiłku. W rzeczywistości zdecydowana większość żmij powstrzymuje się przed kąsaniem napastnika, poprzestając na syczeniu, pozorowanym ataku i… próbie ucieczki. Na ukąszenie wąż decyduje się dopiero wtedy, kiedy wszelkie ostrzeżenia zawiodą, a napastnik pozwala sobie na zbyt bliskie podejście do gada. Owo „zbyt bliskie podjeście” jest dość nieprecyzyjnym terminem, bowiem żmija czasami potrafi tolerować naprawdę bliski kontakt z intruzem, podczas gdy innym razem może być znacznie bardziej przewrażliwiona. Warto jednak pamiętać, że zasięg żmii to zwykle około 1/3 długości jej ciała. A biorąc pod uwagę, że największe żmije zygzakowate mierzą kilkadziesiąt cm, już półmetrowy dystans wydaje się bezpieczny.

Czy zła sława żmii jest zasłużona?
Na początku lat 80. przeprowadzono badania nad śmiertelnością wśród osób ukąszonych przez tego węża [1]. Dane dotyczyły lat 1951-1980. Na 1036 przypadków ukąszeń, leczonych w 61 polskich szpitalach w tym okresie, jeden okazał się fatalny w skutkach (w dodatku był to przypadek określany mianem problematycznego). W latach 2000-2008 na Dolnym Śląsku hospitalizowano 26 pacjentów pokąsanych przez żmije. Nie były to jedyne przypadki pokąsań w tym rejonie Polski, a tylko te, których ofiary wymagały szczególnej opieki. Zaledwie 14 z nich wymagało podania surowicy [2]. Podobnie wygląda sytuacja w innych krajach, a śmiertelność w wyniku ukąszenia przez żmiję wynosi zdecydowanie poniżej 1% wszystkich przypadków [2]. Poniżej jednego procenta, nie oznacza, że przypadki takie można ignorować. Chociaż najczęściej objawy zatrucia jadem zanikają po kilkunastu godzinach lub kilku dniach, to w niektórych przypadkach mogą występować poważne komplikacje. Dotyczy to zwłaszcza małych dzieci oraz osób cierpiących na choroby układu krążenia.

Z danych dotyczących przypadków pokąsań przez przedstawicieli wielu różnych gatunków jadowitych węży rysuje się pewien zarys okoliczności w jakich dochodzi do takich wypadków. Najczęstszą przyczyną jest nadepnięcie (lub prawie nadepniecie, np. postawienie stopy kilka cm od gada) na węża – zwykle przypadkowe. Na drugim miejscu plasują się przypadki w których pokąsany starał się węża złapać lub zabić (w niektórych rejonach bywa odwrotnie, np. na Florydzie 70-80% przypadków ukąszeń jest wynikiem prób zabicia lub złapania węża). Wniosek prosty – tam, gdzie można spotkać żmiję warto patrzeć pod nogi. A jeśli jakiegoś węża zobaczymy – dla wspólnego dobra naszego i wężowego – dać mu święty spokój.

[1] Szyndlar Z. 1981: Ukąszenia ludzi przez żmiję zygzakowatą, Vipera berus (L.) w Polsce. Przegląd Zoologiczny 25: 513–522.
[2] Magdalan J., Trocha M., Merwid-Ląd A., Sozański T., Zawadzki M. 2010: Vipera berus bites in the region of southwest Poland – a clinical analysis of 26 cases. Wilderness & Environmental Medicine, 21: 114-119.

Reklamy